WSTĘPNIAK

SYLWESTER SZEFFER

Całun Turyński, to lniane grobowe prześcieradło o wymiarach 436 x 110 cm, na którym widnieje wizerunek zmasakrowanych zwłok mężczyzny. Czy w to płótno było zawinięte ciało Jezusa z Nazaretu?

Na to pytanie nauka nie udzieliła do dzisiaj jednoznacznej odpowiedzi. W 1988 r. świat obiegła sensacyjna wiadomość, że tkanina pochodzi z XIII lub XIV w. Obecnie poważnie kwestionuje się zastosowanie metody węgla C'', którym określono średniowieczne pochodzenie Całunu. Pojawiają się coraz to nowsze odkrycia, hipotezy i przypuszczenia.

Fakty na temat Całunu, które zostały w sposób definitywny ustalone, są następujące: Mężczyzna owinięty w grobowe płótno był wysoki, dobrze zbudowany, nosił brodę i długie włosy. Umarł w wyniku uduszenia się po przybiciu go gwoździami do krzyża Na jego całym ciele widnieją liczne rany, plecy noszą ślady ubiczowania, prawy bok jest przebity ostrym narzędziem...

Bez względu na to jakie będą dalsze wyniki badań naukowych, przyglądając się wizerunkowi człowieka z Całunu, możemy wiele dowiedzieć się o samym Chrystusie, a zwłaszcza o Jego ostatnich chwilach życia. Patrząc na Całun możemy wyraźnie zobaczyć z jakim okrucieństwem został pobity i zamordowany Jezus. On - Bóg Wszechmocny, który pozwolił się aż tak poniżyć.

To świadectwo niezmierzonego cierpienia udokumentowanego na Całunie, sprawia, że miłość Tego, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał' (J 3,16), staje się niemal namacalna (...) W obliczu takiego cierpienia człowiek wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem: 'Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej!', a zarazem uświadomić sobie, że przyczyną tego cierpienia jest grzech: grzech każdego człowieka. (...) W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo Słowa Bożego i wielowiekowego doświadczenia chrześcijańskiego: Uwierz w miłość Boga - największy skarb ofiarowany ludzkości, i unikaj grzechu, który jest największym nieszczęściem ludzkich dziejów.' (Jan Paweł II).

Jezus umarł na Krzyżu, ale trzeciego dnia zmartwychwstał! Jezus żyje!

P.S.
Niniejszy numer został oparty w dużej mierze na wydaniu specjalnym francuskiego czasopisma 'IL EST VIVANT' (nr 149) opracowanym przez zespół specjalistów z Międzynarodowego Centrum Badań nad Całunem Turyńskim (CIELT). Dziękujemy ks. prof. Jerzemu Chmielowi, przewodniczącemu Studium Syndonologicznego przy Polskim Towarzystwie Teologicznym w Krakowie, za konsultacje podczas pracy nad tym numerem oraz udostępnienie unikalnego zdjęcia Całunu.


ODKRYCIE TURYŃSKIEGO ADWOKATA

'Kiedy podczas pracy
w ciemni po raz
pierwszy ujrzałem na
płycie Święte Oblicze,
przeżyłem tak silne
wzruszenie
że skamieniałem!'

Adwokat Secondo Pia był znanym włoskim fotografem. Za zgodą króla Umberto 28 maja 1898 r. miał możliwość wykonania pierwszej w historii fotografii Całunu Turyńskiego. Zrobił dwa zdjęcia naświetlając klisze odpowiednio 14 i 20 minut. Podczas wywoływania kliszy w pewnym momencie ukazała się jego oczom twarz człowieka.

Odkryty wizerunek mężczyzny, a szczególnie obraz twarzy był zdecydowanie wyraźniejszy na kliszy niż oglądany na samym Całunie. Ujawniły się szczegóły anatomiczne postaci, zupełnie niewidoczne bezpośrednio na płótnie.

Specjaliści z zakresu medycyny sądowej nie mieli wątpliwości - przedstawiony dowód rzeczowy wskazywał, iż osoba zawinięta w płótno poddana została niewyobrażalnej kaźni...


NAJSŁYNNIEJSZA TKANINA ŚWIATA

Tkanina pochodząca z Bliskiego Wschodu, zwana popularnie 'Świętym Całunem', 'Syndonem' (od gr. sindon - rodzaj 'lnianego płótna z Indii', nazywanym wówczas Sindhu) lub 'Całunem Turyńskim' jest lnianym płótnem o długości 4 m 36 cm i szerokości 1 m 10 cm.

Posiada rzadko spotykany, diagonalny ('jodełkowy') splot. Każdy wątek przebiega na przemian pod jedną i nad trzema nitkami osnowy. Skręt przędzy jest przeciwny do uzyskiwanego w sposób naturalny podczas suszenia. Wynika to z użycia do tkania dwóch wrzecion, techniki dość często używanej w starożytności na Bliskim Wschodzie. Wyszukana faktura tkaniny świadczy o jej kosztowności. Ten bowiem rodzaj splotu stosowano w tamtym okresie głównie w tkaninach jedwabnych. Odkryte w materiale śladowe ilości włókien bawełny gossypium herbaceums stanowiły prawdopodobnie resztki pozostałe na warsztacie z poprzednich prac. Ta odmiana rośliny jest typowa dla Bliskiego Wschodu, tym bardziej że bawełna nie była uprawiana w Europie.

Pas doszytej tkaniny

Wzdłuż całego płótna widać doszyty pas materiału o identycznym splocie, nieco krótszy od reszty. Różne hipotezy dotyczące jego przeznaczenia nie przeszkadzają w stwierdzeniu, iż tylko dzięki niemu wizerunek na Całunie znajduje się w osi tkaniny.

CAŁUN POŚMIERTNY

Przed włożeniem do grobu Żydzi zawijali ciało zmarłego. Układano je wzdłuż tkaniny, na jednym z jej skrajów i przykrywano pozostałą połową. Następnie obwiązywano w dwóch lub trzech miejscach. Doskonale obrazuje to namalowany w XVII w. obraz G.B. della Rovere.

Tkanina pełniła w ten sposób potrójne zadanie: prześcieradła, okrycia i chusty, którą obwiązywano głowę. Jeżeli bowiem zmarły chowany był w odświętnych szatach, głowę obwiązywano oddzielną chustą, a opaskami unieruchamiano kończyny (Por. J 11,44).

Ślad pożaru

Na Całunie można rozróżnić. linie złożenia, ślady nadpaleń, a także zacieki powstałe na skutek zamoczenia tkaniny. Wiadomo, iż podczas pożaru kaplicy zamku książąt Sabaundii Chambery w 1532 roku, pod wpływem bardzo wysokiej temperatury, srebrny relikwiarz, w którym znajdowała się tkanina, nadtopił się w jednym z narożników. Złożony w czterdzieści osiem warstw Całun doznał uszczerbku. Wzdłuż linii brzegowych powstały dwa ciągi otworów załatanych dwa lata później przez klaryski. Przy okazji lewą stronę tkaniny wzmocniono sztuką holenderskiego płótna.

Wizerunek mężczyzny

Tkanina ukazuje słabo widoczny zarys ciała mężczyzny, stanowiący wizerunek o cechach negatywu, wyraźniejszy jedynie w miejscach, gdzie dotykało ono płótna. Liczne brunatne plamy przywodzą na myśl krew, ślady potu i innych płynów fizjologicznych.


IDENTYFIKACJA MĘŻCZYZNY Z CAŁUNU

Mężczyzna z Całunu był jak na przedstawiciela ludów śródziemnomorskich - wysoki (1,81m), mocno i proporcjonalnie zbudowany Wizerunek ciała nie nosi śladów ciężkie j pracy fizyczne j ani kalectwa. Rysy twarzy są przyjemne i regularne, typowe dla Żydów sefardyjskich lub szlachetnie urodzonych Arabów. Mężczyzna nosił brodę i długie włosy.

Ciało pozostawało w Całunie od 36 do 40 godzin

W oparciu o znajomość procesu krzepnięcia krwi, który odbywa się w kilku etapach, eksperci medycyny sądowej stwierdzili, że ciało zostało zawinięte w Całun mniej niż dwie i pół godziny po śmierci i pozostawało w nim od 36 do 40 godzin. Inaczej skrzepy rozpuściłyby się tworząc bardziej lub mniej rozlane plamy, przez co wizerunek utraciłby swoją ostrość. Na Całunie nie zaobserwowano żadnych śladów gnicia czy choćby charakterystycznych wycieków z ust, świadczących o początku rozkładu. Zagadką pozostaje jednak to, w jaki sposób Całun został zdjęty, po upływie tego czasu, z zakrwawionego ciała bez uszkodzenia fragmentów tkaniny.

Według Ewangelii Jezus zmartwychwstał 'trzeciego dnia' (por. Łk 18,32; Mt 12,90). Przebywał więc w całunie około 36 godzin: I dzień 3 godz. Wielkiego Piątku, II dzień 24 godz. Wielkiej Sobotę III dzień 9 godz. Niedzieli Zmartwychwstania. Dla Żydów dzień rozpoczynał się po zachodzie słońca.

Analiza krwi

Analiza czerwonobrunatnych plam z Całunu, znajdujących się w miejscu ran, wykazała obecność krwi grupy AB Rh+, Większość plam ma bardzo wyraźne kontury, co oznaczałoby, że skrzepy musiały być suche i nienaruszone.

WARKOCZ

Uwagę badaczy przykuł pewien szczegół - długie pasmo włosów widoczne z tyłu głowy, na grzbietowym wizerunku postaci. Obraz sprawia wrażenie odbicia rozplecionego warkocza. Ten-nieznany artystycznym przedstawieniom Jezusa - rodzaj uczesania, był według niemieckiego uczonego H. Grossmana bardzo popularny wśród Żydów. Również biblista Daniel Rops twierdzi, iż nosili oni włosy 'zwinięte albo splecione pod nakryciem głowy, za wyjątkiem dni świątecznych'. Człowiek z Całunu mógł więc być Żydem.

W JAKI SPOSÓB CIAŁO ZOSTAŁO WYJĘTE Z CAŁUNU

Na Całunie nie widać żadnego śladu wyrwania ani włókników krwi, ani włókien lnu.Przeprowadzane wielokrotnie próby zdjęcia podobnej tkaniny z zakrwawionych zwłok pokazały, że niemożliwością jest otrzymanie tak nienaruszonego i wyrazistego odbicia.

Dopóki krew nie była zaschnięta, plamy zlewały się; po zaschnięciu na tkaninie pozostawały zawsze ślady odrywania. Na Całunie widać wyraźne ślady krwi i brak uszkodzeń, czego nie da się wyjaśnić naukowo ani odtworzyć laboratoryjnie.

Stoimy wobec nierozwiązanego problemu: w jaki sposób ciało mogło zostać wyjęte z lnianej tkaniny bez naruszenia jej struktury?


TEN CZŁOWIEK PRZEŻYŁ STRASZLIWĄ MĘKĘ

'Jak wielu osłupiało na Jego widok, tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi'
(Iz 52, 14)

Przeprowadzone badania wykazały, że człowiek, który został spowity w Całun, przeżył straszliwe męczarnie. Doliczono się blisko 600 ran i obrażeń. Naukowcy stwierdzili, że rodzaj i umiejscowienie śladów krwi na Całunie odpowiada wielu faktom zanotowanym na kartach ewangelii

Obrażenia twarzy

Twarz nosi ślady licznych ran: naderwanie prawej powieki, obrzęk łuku brwiowego z rozcięciem na długości 6 cm, duża opuchlizna pod prawym okiem, nabrzmiały nos, pęknięty prawdopodobnie od uderzenia kijem, obrzęk lewego policzka, trójkątna rana na prawym policzku sięgająca nosa, opuchlizna lewej strony podbródka. Na linii brody widnieją ślady wyrywania włosów wraz z wierzchnią warstwą skóry. Gwałt zadany skazańcowi nie był zwykłym 'policzkowaniem'. Greckie słowo, jakiego użył św. Jan na określenie kaźni, pochodzi od wyrazu rapis, tzn. kij.

'Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: Prorokuj nam, Mesjaszu, kto Cię uderzył?'
(Mt 26, 67-68)

Cierniowa korona

Na Całunie widać wiele śladów ran głowy. Jeden z nich - na czole -jest szczególnie wyraźny. Ma kształt greckiej litery epsilon, co wynika ze skurczu mięśni twarzy spowodowanego bólem. Ponadto odkryto wiele miejsc perforacji skóry pod włosami, powodującej charakterystyczne krwawe wysięki. Wbrew obiegowym opiniom korona cierniowa przypominała bardziej czapę czy kask, który opinał całą głowę, aniżeli znany z ikonografii wianuszek. Doliczono się 13 ran na czole i 20 z tyłu. Biorąc pod uwagę, że Całun nie stykał się bezpośrednio z bokami głowy, szacuje się, że urazów mogło być około 50.

'Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę.'
(Mt 27, 29)

Ślady bata

Plecy noszą ślady wielu uderzeń. Pierwszą grupę stanowią drobne ślady ułożone w formie wachlarza obejmującego plecy oraz szczytowe partie klatki piersiowej z przodu. Skazaniec musiał być bity rzymskim batem flagrum taxillarum. Rzemienie zakończone kawałkami metalu w kształcie połączonych ze sobą dwóch kulek zwanych plumbatae lub kostkami przecinały skórę przy każdym uderzeniu. Tego typu narzędzie chłosty było używane tylko przez Rzymian. Doliczono się 120 ran. Analiza komputerowa pozwoliła stwierdzić, iż kaźni dokonywało dwóch ludzi, różniących się znacznie wzrostem. Kara miała charakter 'skarcenia' i dotyczyła osób, które zamierzano uwolnić pobiwszy je wcześniej prawdopodobnie aż do omdlenia.

'Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał Go ubiczować.'
(J 19,1)

Niesienie krzyża

Na prawym ramieniu człowieka z Całunu widnieje prostokątny cień o wymiarach 10 cm na 17,5 cm oraz drugi poniżej o szerokości 12 cm. Sińce mogły powstać na skutek nacisku i tarcia twardego, ciężkiego przedmiotu o ramię. Niektórzy naukowcy uważają, iż skazani na śmierć krzyżową nie nieśli całego krzyża, a tylko jego poziomą belkę zwaną patibulum, którą montowano później na pionowym słupie, pozostającym na stałe w miejscu krzyżowania.

'Zabrali zatem Jezusa. A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.'
(J 19, 16-17)

Podzielili szaty?

Dwa szczegóły zdają się świadczyć o tym, iż osoba z Całunu przebyła swoją ostatnią drogę ubrana. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie powszechnie znany zwyczaj obnażania skazańców. Urazy odniesione podczas biczowania powinny w normalnych warunkach zamienić się pod wpływem nacisku w otwarte do żywego mięsa rany. Dlaczego się tak nie stało? Skóra ramion chroniona była prawdopodobnie przez tkaninę tuniki. Rodzi się pytanie o przyczynę tego aktu łaski okazanego skazańcowi. Może była nim chęć ukrycia przed obserwatorami śladów biczowania, świadczących o zamiarze uwolnienia więźnia.

Człowiek z Całunu mógł upadać nie tylko pod ciężarem niesionej belki, ale i z racji owej powłóczystej szaty. Jak stwierdzili biegli, prawe jego kolano było silnie potłuczone.


SZUKAM, O PANIE TWOJEGO OBLICZA

Ks. Jerzy Chmiel

Całunem Turyńskim zainteresowałem się dosyć późno. W czasie studiów uważałem, że jest to jedna z relikwii, jakie oferował niejaki Sanderus z Krzyżaków Sienkiewicza. Ale, gdy zobaczyłem w Londynie film o Całunie - a były to lata siedemdziesiąte, a potem przeczytałem książkę Iana Wilsona, coś mnie tknęło. Zacząłem się interesować Całunem jako biblista zajmujący się hermeneutyką i archeologią biblijną oraz judaizmem. Byłem na dwóch światowych kongresach syndonologicznych, czyli poświęconych całunowi, w Turynie (1978 i 1998 c), dwukrotnie oglądałem z bliska wystawione Płótno. W roku 1981 założyłem, wraz ze znajomymi interesującymi się Całunem, Studium Syndonologiczne przy Polskim Towarzystwie Teologicznym w Krakowie. Są tam ludzie różnych specjalizacji: przede wszystkim nasz nestor, dr med. Stanisław Waliszewski, apostoł Całunu w Polsce, prof. Władysław Fenrych, biochemik z Poznania czy mgr inż. Jerzy Dołęga - Chodasiewicz, leśnik z Muzeum no Świętym Krzyżu. Celem tego studium jest przenoszenie wiadomości o badaniach nad Całunem Turyńskim na teren Polski.

Moje stanowisko wobec Całunu jest zgodne z tym, co tak wspaniale i syntetycznie wyraził papież Jan Paweł II w homilii podczas nawiedzenia Całunu w Turynie, w maju 1998 c Całun nie jest mi potrzebny do wiary. Ja wierzę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Jego słowa, Jego obecność w Kościele, w słowach Pisma, w sakramentach, w drugim człowieku. Jeśliby się okazało, że Całun nie jest autentyczny (a nic dzisiaj na to nie wskazuje, przeciwnie!), będę dalej wierzył. Ale Całun jest dla mnie znakiem, anamnezą, czyli pamięcią o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Pana, zachętą do nawrócenia i lepszego życia.

Wisi nad drzwiami mojego pokoju fotografia Oblicza z Całunu, wykonana bezpośrednio z oryginalnej kliszy fotografa G. Enriego. Ofiarował mi to zdjęcie mój biskup, kardynał Karol Wojtyła, gdy wyjeżdżał na konklawe do Rzymu w 1978 c, wiedząc, że interesuję się Całunem. czuję 'siłę przyciągania' tego zdjęcia. Przypomina mi się historia z Nielsem Bohrem; zapytany czy wierzy, że podkowa, która wisi nad jego drzwiami, przyniesie mu szczęście, wielki fizyk duński miał odpowiedzieć: 'Oczywiście że nie, ale słyszałem, że to działa nawet wtedy, gdy się nie wierzy.

Oblicze z Całunu to nie podkowa. Ale chciałbym w godzinę śmierci rozpoznać to Oblicze. I to jest moja nadzieja.


Ks. prof. Jerzy Chmiel jest wykładowcą na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie


UMARŁ NA KRZYŻU

Na podstawie analizy Całunu można z całą pewnością stwierdzić, że człowiek weń spowity umarł śmiercią krzyżową.

Przebite nadgarstki

Gwoździe wbito w przeguby, w pustą przestrzeń pomiędzy kośćmi nadgarstka, zwaną 'szczeliną Destota'. Jest to sprzeczne z tradycyjnymi przedstawieniami sceny Ukrzyżowania, w których gwoździe znajdują się w zagłębieniach dłoni. Tkanki w tym miejscu nie są dostatecznie mocne, aby utrzymać skazańca.

Przykurcz kciuków

Komputerowa analiza zdjęć ujawniła, iż dłonie postaci z Całunu nie posiadają widocznych kciuków. Francuski chirurg Pierre Barbet przekłuwając wielokrotnie przestrzeń pomiędzy kośćmi w przegubie amputowanego przedramienia, za każdym razem obserwował podobne zjawisko - przykurcz kciuka w wyniku podrażnienia nerwu pośrodkowego. Konsekwencją musiał być straszliwy ból, który towarzyszył skazańcowi aż do śmierci.

Stopy przybite jednym gwoździem

Doktor Pierre Merat wykazał, że stopy ukrzyżowanego z Całunu, ułożone lewa na prawej, zostały przebite jednym gwoździem, który przebił kość stopy.

Śmierć przez uduszenie

Ślady krwi spływającej pod kątem 65 bądź 55 stopni, po lewym przedramieniu, umożliwiają odtworzenie straszliwych cierpień ukrzyżowanego. Co pewien czas skazaniec usiłował unieść się dla zaczerpnięcia powietrza, opierając się przy tym na przybitych do krzyża stopach. Na kilka chwil kąt nachylenia ramion zmieniał się, co umożliwiało oddychanie. Wkrótce jednak ból oraz zmęczenie zmuszały go do ponownego opadnięcia. Ukrzyżowany przyjmował na przemian te dwie pozycje, aż do całkowitego wycieńczenia. Wreszcie, kolejny rozpaczliwy zryw konającego człowieka był ostatnim. Umierał przez uduszenie.

'A Jezus jeszcze raz zawołał
donośnym głosem i wyzionął
ducha.'
(Mt 27.50)


PRZEBITE SERCE

Na wysokości piątej przerwy międzyżebrowej, 13 cm od mostka widać owalny, lekko skośny otwór o szerokości 1,5 cm i długości 1,5 cm. Kierunek spływania krwi świadczy o tym, iż w chwili zadania rany ciało musiało wisieć.

Rana zadana włócznią

Rana pozostała szeroko otwarta, co oznacza, że zadano ją już po śmierci. Widać obfity wypływ krwi i - najprawdopodobniej - płynu zgromadzonego w jamie opłucnej, powstałego na skutek odbicia fragmentu płuc podczas biczowania. Jak daleko sięgnęło ostrze? Zgodnie z najpoważniejszą z wysuwanych hipotez broń, która przebiła prawy bok, przeszyła opłucną, osierdzie oraz prawy przedsionek serca. Ślady spływającej w okolicy lędźwiowej krwi wskazują, iż krwawienie było obfite nawet w poziomie, podczas przenoszenia. Gdyby ostrze ugodziło w lewy bok, wypływ krwi byłby niewielki lub nie byłoby go wcale, jako że komora sercowa z tej strony jest na ogół pusta. Inaczej ma się rzecz z prawym przedsionkiem, który napełnia się krwią z górnej i dolnej żyły głównej.

Dlaczego nie lewy bok?

Ranę musiał zadać wyćwiczony w walce żołnierz. Do elementarnych praw wojskowej szermierki należało, iż osłaniającego tarczą lewy bok przeciwnika, najłatwiej było dosięgnąć atakując go z prawej strony. Doświadczony żołnierz wykonywał taki cios niemal automatycznie.

Nie połamano nóg

W celu przyspieszenia agonii łamano skazanym nogi, aby nie mogli się już na nich dźwigać ku górze w celu zaczerpnięcia powietrza. Człowiek, który spoczął w Całunie, nie miał połamanych goleni. Zmęczenie spowodowane wielokrotnym podejmowaniem próby unoszenia się, doprowadziło do skrajnego wycieńczenia mięśni, a w konsekwencji ich znieruchomienia w skurczu tężcowym, co stwierdzili patolodzy badający Całun.

'...jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.'
(J 19,34)


UJRZAŁ I UWIERZYŁ!

(...)Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żonierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni'
(J 19, 31-33)

Nie obmyto ciała

Ciało z Całunu Turyńskiego nie zostało obmyte. Konieczność szybkiego pochówku nie uzasadniała pominięcia choćby obmycia twarzy czy starcia krwi spływającej po plecach. To znaczący szczegół. W kodeksie hebrajskim prawo dotyczące posługi żałobnej głosiło, iż skazanego na śmierć człowieka nie obmywa się i zawija tylko w jedno płótno. Obowiązywała również ogólna zasada nie obmywania ciał w szabat.

Złożenie do grobu

Rzymianie zazwyczaj nie składali do grobów ukrzyżowanych. Rodzina lub przyjaciele mieli jednak prawo odebrać ciało. Prawo żydowskie natomiast wymagało, żeby skazaniec nie pozostawał nocą na drzewie i był pochowany w dniu śmierci. Zasada ta znajdowała tu zastosowanie tym bardziej, iż zbliżał się wieczór szabatu Paschy.

Pośpieszny pogrzeb

'Szabat się rozjaśniał' - relacjonował św. Łukasz (Łk 23,54), czasu więc było niewiele. Józef - ów tajemniczy uczeń Jezusa - musiał, przeciskając się wąskimi, zatłoczonymi uliczkami, dotrzeć do twierdzy Antonia, uzyskać audiencję u Piłata i wrócić z rzymskim centurionem, któremu polecono sprawdzić, czy skazaniec rzeczywiście umarł. Po drodze kupił zapewne płótno i wonności. Ciało należało zdjąć z krzyża i przenieść do pobliskiego grobu. Na wszystko miał niecałe trzy godziny, gdyż Jezus skonał w okolicach trzeciej po południu, a o szóstej rozpoczynało się święto. Na umycie zwłok mogło nie wystarczyć czasu, zwłaszcza że rytuał komplikowała mnogość przepisów Prawa.

''Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem(...) i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płotna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym nie złożono jeszcze nikogo. Tam więc, ze względu na żydowski dzień przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.'
(J 19, 38-42)


POGRZEB

Kiedy pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, Jan, uczeń Chrystusa, przybył do grobu, cóż ujrzał? Ciało Jezusa zniknęło, ale płótna, w które było owinięte, pozostały nienaruszone: tak, jak gdyby ciało wyparowało. Widząc to Jan uwierzył w zmartwychwstanie Chrystusa!

'Drugi uczeń (...)przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżąca nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.''
(J 20, 49)

Pozostali ewangeliści, kiedy mówią o złożeniu do grobu, używają terminu sindon, podczas gdy Jan woli othonia - 'opaski'. Tak więc, można przyjąć, że istniały również inne płótna: jedno owinięte wokół głowy i kilka krępujących kończyny.

Zobaczył leżące płótna

Jest zupełnie oczywiste, dlaczego Jan tak dokładnie opisuje ułożenie płócien. W istocie 'zobaczył on leżące płótna' - nie zniknęły bowiem razem z ciałem Ukrzyżowanego. Użycie greckiego czasownika 'keimai', który oznacza 'być położonym', może mieć na celu podkreślenie, że chodzi o pozycję horyzontalną, że płótna były ułożone płasko. To bardzo ważne. Nie były bezładnie porozrzucane - jak byłoby wtedy, gdyby zostały zdjęte z ciała - ale leżały nienaruszone, choć bez ciała, które przedtem spowijały. Powróćmy teraz do materiału, w który owinięta była głowa. Chusta nie leżała razem z płótnami, ale oddzielnie, 'zwinięta na jednym miejscu'. Rozróżnienie jest wyraźne. Podczas gdy płótna leżały nienaruszone, chusta była zwinięta. To potwierdza pierwsze wrażenie: nie chodzi o kradzież, ale zniknięcie zwłok w niewyjaśnionych okolicznościach. To właśnie sprawiło, że - 'uczeń, którego Jezus miłował' - uwierzył.

UDOWODNIĆ ZMARTWYCHWSTANIE?

Zmartwychwstanie jest cudem i z definicji nie podlega prawom sprawdzalnym doświadczalnie. Jest więc zupełnie oczywiste, że nauka nie może na ten temat nic powiedzieć.

Nauka pyta: w jaki sposób ukrzyżowany mógł zostać wyjęty spomiędzy płócien? Nie może jednak udzielić dzisiaj żadnego sensownego wytłumaczenia.

Wierzący powie: to Zmartwychwstanie! Jest to jednak odpowiedź wiary, a nie dowód potwierdzony w sposób naukowy. Zmartwychwstanie wymyka się nauce ponieważ nie da się go opisać ani 'odtworzyć'.

Nie jest prawdą, że nauka jest jedyną drogą prowadzącą do prawdy. Pragnienie wielu chrześcijan, aby wytłumaczyła ona wszystko to, co przeczy naturze, jest jednym z owoców XIX-wiecznego pozytywizmu, który prawdę upatrywał jedynie w naukowym doświadczeniu.

Całun Turyński prowokuje do zastanowienia nad istnieniem rzeczywistości niedostępnej dla ludzkiego rozumu.


NAZAREJCZYK

W 1979 roku Włoch Piero Ugolotti, badając skład chemiczny wizerunku z Całunu, zauważył wokół twarzy zastanawiające znaki. Okazały się one łacińskimi i greckimi słowami, pochodzącymi prawdopodobnie z pierwszych wieków naszej ery.

NAZAREJCZYK
NA ŚMIERĆ IDZIESZ
TWARZ LEDWIE
WIDOCZNA
SPEŁNIAM OFIARĘ
JEZUS

Tajemnicze napisy

Napisy zostały umieszczone wzdłuż ciemnych-poziomych i pionowych - pasów okalających twarz, widocznych bardzo wyraźnie na obrazie negatywowym. Tworzą one dwie litery U, z których jedna jest zawarta w drugiej. Wewnętrzna przebiega w pobliżu policzków, zewnętrzna znajduje się na linii włosów.

Pasy o kształcie litery U

Chemicy Marcel Alonso i Gregoire Kaplan uważają, że jest to ślad powłoki naniesionej na tkaninę jako podkład pod napisy. Może chodzić również o ślad przedmiotu nałożonego w tym miejscu - być może ramy - który w wyniku przedłużonego kontaktu z materiałem pozostawił na nim trwałe odbicie. Hipotezy wydają się interesujące. Potwierdzałyby koncepcję historyka Iana Wilsona, zdaniem którego Całun złożono w taki sposób, aby widoczny był jedynie wizerunek twarzy.

Zastosowanie metod informatycznych

Pojawiła się konieczność potwierdzenia poczynionych obserwacji. Zwrócono się do specjalistów komputerowego przetwarzania obrazów z CNRS (francuskiego Centrum Badań Naukowych). Opracowana w ich laboratorium w Orsay oryginalna metoda umożliwiała między innymi eliminację zniekształceń wynikających ze skośnego splotu tkaniny. W wyniku zastosowania cyfrowych metod przetwarzania obrazów potwierdzono istnienie dwóch ciemnych pasów zawierających napisy. Musiały być one niewidoczne w średniowieczu, skoro w żadnym z opisów Całunu, które zachowały się z tamtych czasów, nie wspomina się o nich. Paleografowie uważają, że pochodzą prawdopodobnie z pierwszych wieków naszej ery.

Nazarejczyk

Widnieje tam napis: - co znaczy 'Nazarejczyk'. W pasie wewnętrznym, także po stronie prawej, znajduje się napis: INNECE - skrót od in nece(m) czy też in nece(m) ibis: 'Na okrutną śmierć (skazany)'.

Po stronie lewej: - co jest złożeniem dwóch wyrazów: twarz oraz - cień, co można przetłumaczyć: 'twarz ledwie widoczna'. W wewnętrznym U, przy policzku napis , co oznacza 'spełniam ofiarę', zaś w okolicy podbródka - - fragment imienia 'Jezus'. Wreszcie nad czołem czytamy dwa znaki IC - skrót imienia Jezus Chrystus. Odkrycie ma wielkie znaczenie. Jeżeli napisy rzeczywiście pochodzą z pierwszych wieków naszej ery, Całun nie mógł powstać w średniowieczu, kiedy znaków tych już nie dostrzegano.


INTRYGUJĄCE ZBIEŻNOŚCI

André Marion zbadał plamy krwi na Tunice z Argenteuil i Całunie Turyńskim. Według niego istnieje duże prawdopodobieństwo, że człowiek, który miał na sobie Tunikę, jest tym samym, którego owinięto w Całun. Profesor wysunął również hipotezę: człowiek z Całunu niósł cały krzyż, a nie tylko jego poprzeczną belkę.

André Marion - francuski naukowiec - przedstawia swoje odkrycia dotyczące napisów widocznych na Całunie

- Pana nazwisko jest kojarzone z odkryciem inskrypcji znajdujących się wokół twarzy człowieka z Całunu. Jak to się stało, że naukowiec takiego formatu zainteresował się Całunem Turyńskim?

W 1994 roku poproszono mnie o konsultacje. Zwróciłem się więc do kierownictwa mojej pracowni z prośba o pozwolenie na prace i podpisaliśmy z CIELT* kontrakt tak, jak to robimy w innych przypadkach. W miarę jak otrzymywałem wyniki, zagadnienie pochłaniało mnie coraz bardziej. Stwierdziłem, że ten obiekt jest szczególny, żeby nie powiedzieć tajemniczy. Czułem, że muszę iść dalej w moich badaniach.

- W jakim kierunku?

Zainteresowałem się Tuniką z Argenteuil. Kiedy się ją ogląda w białym świetle, nie widać nic szczególnego. Plamy krwi nie są widoczne. Większość osób badających ten przedmiot uciekała się do dotyku, aby wyczuć miejsca najbardziej szorstkie, tam bowiem znajduje się krew. Analizie poddano ją już na początku XX wieku - to z całą pewnością ludzka krew.

- Ale wtedy nie znano jeszcze pojęcia grupy krwi. Obecnie wiele osób chciałoby wiedzieć, czy jest to taka sama krew, jak ta na Całunie?

Na szczęście udało nam się odnaleźć - w biskupstwie Versailles - obszerną dokumentację fotograficzną, między innymi zdjęcia w podczerwieni, wykonane w 1934 roku przez naszych kolegów z ówczesnego Instytutu Optyki. Podobnej metody użyliśmy do zbadania Całunu. Dzięki zestawieniu zdjęć wykonanych w czerwieni, zieleni, błękicie i podczerwieni, wyeliminowaliśmy zbędne, zakłócające obraz dane i wszystko, co nie było krwią. To, co odkryliśmy, jest dosyć zaskakujące. Na wysokości ramion, pleców i aż do samego dołu szaty znajduje się mnóstwo plam. Biegną one wzdłuż dwóch prostopadłych do siebie osi. Stąd hipoteza, że człowiek ten niósł cały Krzyż, a nie tylko poprzeczną belkę patibulum, jak utrzymywała większość historyków.

- Czy ten wynik, stojący w sprzeczności z powszechną opinią, jest wiarygodny?

Męka Jezusa była wyjątkowa pod wieloma względami. Tylko Jemu włożono koronę cierniową. Na Całunie widocznych jest ponad sto uderzeń bicza, podczas gdy prawo rzymskie zezwalało na 49. Można więc powiedzieć, że tego człowieka ukarano w sposób szczególny. Skoro tak, dlaczego nie miano by Go obarczyć całym krzyżem?!

- Czy próbował Pan potwierdzić to odkrycie badając Całun Turyński?

Tak. Sporządziliśmy fotografie pleców człowieka z Całunu i wyznaczyliśmy miejsca, gdzie rany są najliczniejsze. I co stwierdziliśmy? - Dwa prostopadłe kierunki, potwierdzające hipotezę niesienia całego Krzyża! Dalej, postanowiliśmy nałożyć na siebie Całun i Tunikę. W tym celu wykonaliśmy cylindryczny rzut przestrzenny Tuniki, tak aby nadać jej formę, jaką musiałaby mieć, gdyby ją nosił człowiek z Całunu. Na obraz ten nałożyliśmy wizerunek z Całunu, wykonany w tej samej skali. Rezultat jest zaskakujący. Poza jedną raną obecną tylko na Całunie - wszystkie pozostałe idealnie odpowiadają tym na Tunice z Argenteuil. Wnioski, do których doszliśmy, są następujące. Człowiek, który ubrany był w Tunikę, jest tym samym, którego owinięto w Całun. Niósł on cały krzyż, a nie tylko poprzeczną belkę.

- Czy to nadzwyczajne odkrycie nie stanowi swoistego, wzajemnego potwierdzenia autentyczności tych dwóch przedmiotów?

Nie możemy mówić o dowodzie. Ujawniliśmy tylko kolejne poszlaki. Jest jednak oczywiste, że prawdopodobieństwo, iż dwaj fałszerze wykonali przedmioty do tego stopnia podobne, jest małe.

- Jak wpłynęły, na Pana osobiście, studia nad Całunem?

Jestem agnostykiem, ale przyznaję, że przedmiot ten intryguje mnie coraz bardziej. Chciałbym zrozumieć jego tajemnicę. Wydaje mi się, że im dalej posuwają się badania nad Całunem Turyńskim, tym bardziej zagadnienie to staje się niezrozumiałe, wychodzą na jaw liczne sprzeczności. Jest to z pewnością bardzo tajemnicza sprawa. Zaczynam stawiać sobie pewne poważnie pytania...


*CIELT - Międzynarodowe Centrum Studiów nad Całunem Turyńskim
**COSTA - Komitet ds. Świętej Tuniki z Argenteuil

TUNIKA Z ARGENTEUIL

Według Tradycji Tunikę - tkaną w całości - miał na sobie Chrystus podczas męki. Chociaż tkanina jest bardzo zniszczona, można stwierdzić, że ma formę szaty. Ma 122 cm długości, 90 cm szerokości poniżej ramion i 130 cm na wysokości klatki piersiowej.

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: 'Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć'.
(J 19, 23-24)

Dzieje Świętej Tuniki znane są od XII wieku. Pierwszy raz została wystawiona na widok publiczny, przez biskupa Hugona z Amiens w 1156 roku w Argenteuil - około l km na północ od Paryża -w klasztorze NMP Pokornej. Począwszy od tej daty Święta Tunika przyciągała każdego roku do Argenteuil tysiące pielgrzymów. Szata została ofiarowana w 800 roku przez Karola Wielkiego jego córce, przełożonej klasztoru w Argenteuil. Sam Karol Wielki miał otrzymać relikwię od cesarzowej Konstantynopolu, Ireny. W 1793 'toku, podczas rewolucji, pewien ksiądz ukrył Tunikę w swoim ogrodzie, gdzie przez dwa lata leżała zakopana w ziemi. Pomimo burzliwych dziejów tkanina przetrwała i jest obecnie przechowywana w zamkniętym relikwiarzu w bazylice Saint Denis w Argenteuil, czczona przez rzesze pielgrzymów.

Analizy naukowe

Już w XVII wieku Tunika była obiektem badań historycznych. Pod koniec XIX wieku i w latach 1931-34 powtórnie została poddana oględzinom. W 1933 roku opat Paul Breton pisze, że badania chemiczne pozwoliły zlokalizować na Tunice liczne ślady krwawień, których opis znajdujemy Ewangelii: rany na wysokości ramion, pleców i w okolicy bioder. Potwierdzają to wykonane w 1934 r. fotografie. W 1995 roku stworzono zrzeszenie naukowców o nazwie COSTA''. Badacze orzekli, że tkanina jest pochodzenia wschodniego. Święta Tunika z Argenteuil stała się ponownie obiektem zainteresowania wielu naukowców, zwłaszcza Andre Mariona.


TA SAMA GRUPA KRWI: AB

Chusta z Oviedo podobnie, jak Całun Turyński, nosi ślady krwi. Ich analiza pozwala odkryć wiele ciekawych podobieństw.

Ślady krwi są rozłożone symetrycznie po obu stronach linii symetrii tkaniny, co pozwala przypuszczać, iż mokra jeszcze Chusta została złożona na pól, przez co ilość śladów podwoiła się.


Oviedo, hiszpańskie miasto położone na północy półwyspu Iberyjskiego. W miejscowej katedrze mieści się kaplica zbudowana specjalnie na przyjęcie relikwii przywiezionych w VIII w. z podbitego przez muzułmanów Toledo.

Chusta, przechowywana w specjalnej skrzyni, jest kawałkiem lnianego płótna o wymiarach 84x53 cm, utkanego na prostokątnej osnowie. Ma liczne plamy we wszystkich odcieniach brązu. Przede wszystkim widoczne są dwie plamy na środku tkaniny. Posiadają one nieregularny kształt i wymiary nie przekraczające 10 cm. Tradycja głosi, że Chustą otarto twarz Chrystusa.

Na Chuście z Oviedo, podobnie jak na Całunie Turyńskim, można stwierdzić obecność licznych śladów krwi. Ich analiza ujawnia zadziwiającą zbieżność. W obu przypadkach jest to krew grupy AB. Badania pozwoliły również zmierzyć długość nosa człowieka, któremu otarto twarz tą tkaniną. Odpowiada ona dokładnie długości nosa człowieka z Całunu. Wreszcie, porównanie - dokonane przez dr. A. Whangera z zastosowaniem techniki polaryzacji obrazu - ukazuje blisko 70 miejsc na czole oraz 50 po bokach twarzy, w których plamy krwi z Całunu i Chusty z Oviedo pokrywają się.


CO MÓWI HISTORIA?

Między I a IV wiekiem

Ewangelie apokryficzne wspominają o kilku płótnach, w które był spowity Chrystus.
Podobnie apokryficzne Ewangelie Hebrajczyków i Gamaliela zawierają sugestie, iż Całun zachował się.
Na koniec teksty z IV wieku: list świętego Epifaniusza z Salaminy oraz cytat z tekstów świętego Cyryla z Jerozolimy wspominają o istnieniu Całunu Chrystusa.
Papież Sylwester I (314-335) proponuje, aby zamiast jedwabiu stosować jako tkaninę na obrusy ołtarzy len, bardziej przypominający materię Całunu.
Od IV wieku przedstawienia ikonograficzne Chrystusa zdają się nawiązywać do jednego pierwowzoru.

Mandylion

Edessa - dzisiaj Urfa, miasto w Turcji - zasłynęła w pierwszych wiekach naszej ery jako miejsce przechowywania jednej z najcenniejszych relikwii świata bizantyjskiego - wizerunku twarzy Chrystusa. W VI wieku, około roku 594 Ewagriusz Scholastyk wzmiankuje fakt przechowywania w Edessie wizerunku twarzy Chrystusa określanego mianem 'acheiropoietos', nie ręką ludzką namalowanego, zwanego Mandylionem. Wizerunek ten, według wczesnochrześcijańskiej legendy, podarował św. Juda Tadeusz ciężko choremu królowi Edessy - Abgarowi. Mandylion został odnaleziony najprawdopodobniej w 544 lub 525 roku. Wielu badaczy zadawało sobie pytanie: czy Mandylion z Edessy mógł być fragmentem całunu Chrystusa?
Mandylion z Edessy czczono jako prawdziwe przedstawienie twarzy Chrystusa. Na Wschodzie powstało wiele ikon stanowiących jego kopie. Na Rusi nosiły nazwę Spas Nierukotwornyj. Przykłady takich ikon możemy znaleźć, np. w katedrze w Laon we Francji (z XI lub XII w.), czy w bazylice św. Piotra w Rzymie. Wszystkie one reprezentują ten sam typ ikonografii Chrystusa, jakby ikonę ikon, od której - być może - wywodzą się wszystkie pozostałe. Mandylion otoczony był tak wielką czcią, że nawet w czasach wielkiego kryzysu kultu obrazów, tzw. ikonoklazmu (VIII-IX w.), kiedy to większość ikon została zniszczona - przetrwał, gdyż postrzegany był jako święta relikwia, a nie dzieło rąk artysty. Bito nawet monety z jego wizerunkiem.

Konstantynopol

W 944 roku został sprowadzony do Konstantynopola, gdzie stał się jedną z głównych relikwii miasta. Zachowana w archiwach Madrytu miniatura przedstawia wprowadzenie Mandylionu do miasta. Wizerunek Chrystusa znajduje się na długiej tkaninie, prezentowanej cesarzowi przez biskupa. Skojarzenie, iż może tu chodzić o Całun nasuwa się samorzutnie. Tak czy inaczej wiemy z całą pewnością, że w Konstantynopolu, w kościele Matki Bożej z Blachernes, najgodniejszej ze wszystkich świątyń miasta, przechowywano od połowy X wieku, przez następne 250 lat, cudowne odbicie oblicza Chrystusa.

KRADZIEŻ CAŁUNU


  • 1204 r. - w trakcie czwartej krucjaty Konstantynopol zostaje zdobyty i splądrowany przez krzyżowców. Giną przede wszystkim najważniejsze relikwie.
  • 1205 r. - mieszkańcy Bizancjum skarżą się papieżowi: 'Wenecjanie zabrali nam relikwie świętych; Francuzi - otaczany największą czcią Całun, w który spowito po śmierci, a przed Zmartwychwstaniem, ciało Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Święty Całun znajduje się teraz w Atenach. Niech złodzieje zrobią, co chcą ze złotem i srebrem, ale niech wróci do nas to, co święte.'
    Prawdopodobnie Całun został zabrany przez rycerza Othona de la Roche, jednego z dowódców wyprawy, który został potem księciem Aten, w Konstantynopolu zaś zajmował pałac Blachernes, gdzie znajdował się Całun.
    Co stało się z nim później?
    Tu zaczyna się tajemnica. Część hipotez wskazuje na Rzym, inne, liczniejsze - na Francję.

PO 1357 ROKU


  • 1357 r. - wystawienie Całunu w Lirey we Francji przez wdowę po rycerzu z Szampanii Geoffroy'u de Charny.
  • 1453 r. - bezpotomna wnuczka Geoffroy'a - Marguerite de Charny, odsprzedaje Płótno Ludwikowi I, księciu Sabaudii. Relikwia zostaje złożona w kaplicy Sainte Chapelle, zbudowanej specjalnie dla Całunu na zamku w Chambery przez księcia Amadeo IX, ogłoszonego później przez Kościół błogosławionym.
  • 1532 r. - pożar kaplicy pozostawia na Płótnie ślady widoczne do dzisiaj.
  • 1578 r. - poprzez Niceę i Vercelli relikwia trafia wreszcie do stolicy Piemontu - Turynu, do katedry św. Jana Chrzciciela.
  • 1983 r. - na mocy testamentu Huberta II Płótno zmienia właściciela, którym zostaje Watykan.
  • 1997 r. - pożar w Katedrze Turyńskiej. Całun nie doznaje uszczerbku.


MOŻE WPŁYNĄĆ NA ZMIANĘ TWOJEGO ŻYCIA

Jan Paweł II

ZWIERCIADŁO EWANGELII

Widniejący na Płótnie wizerunek jest tak ściśle związany z tym, co Ewangelie opowiadają o męce i śmierci Jezusa, że każdy wrażliwy człowiek, kontemplując go, doznaje wewnętrznego poruszenia. Kto zbliża się do Całunu, zdaje sobie też sprawę, że nie skupia on uwagi tylko na sobie samym, ale odsyła do Tego którego dała nam kochająca Opaczność. Należy zatem zachować świadomość wielkiej wartości tego wizerunku, który wszyscy mogą oglądać, ale którego tajemnicy nikt jak dotąd nie potrafi wyjaśnić. Każdego człowieka myślącego pobudza on do głębokiej refleksji i może wpłynąć na zmianę jego życia. Całun jest zatem niezwykłym znakiem wskazującym na Jezusa, prawdziwe ţowa Ojca, i zaprasza człowieka, by naśladował w życiu przykład Tego, który oddał za nas samego siebie.

PRZERAŻAJĄCA ZDOLNOŚĆ CZŁOWIEKA

W Całunie odzwierciedla się ludzkie cierpienie. Całun przypomina współczesnemu człowiekowi, często oczarowanemu dobrobytem i zdobyczami techniki, o dramacie wielu jego braci, i skłania go do zastanowienia się nad tajemnicą cierpienia, aby mógł lepiej zrozumieć jego przyczyny. Ślad udręczonego ciała Ukrzyżowanego jest świadectwem przerażającej zdolności człowieka do zadawania bólu i śmierci bliźnim, a tym samym jawi się jako ikona cierpienia niewinnych ludzi w każdej epoce: ofiar niezliczonych tragedii, jakie naznaczyły historię i dramatów dokonujących się we współczesnym świecie. Stojąc przed Całunem - jakże nie myśleć o milionach ludzi umierających z głodu, o zbrodniach dokonywanych podczas wojen, które wykrwawiają narody, o brutalnym wykorzystywaniu kobiet i dzieci, o milionach ludzkich istot żyjących w nędzy i poniżeniu na obrzeżach metropolii, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Jakże nie pamiętać ze współczuciem o ludziach pozbawionych podstawowych praw obywatelskich, o ofiarach tortur i terroryzmu, o osobach więzionych przez organizacje przestępcze. Przypominając o tych dramatycznych sytuacjach Całun nie tylko skłania nas do wyjścia. z naszego egoizmu, ale prowadzi także do odkrycia tajemnicy cierpienia uświęconego przez ofiarę Chrystusa, które stało się źródłem zbawienia dla całej ludzkości.

UWIERZYĆ W MIŁOŚĆ

Całun jest także obrazem miłości Boga, a zarazem grzechu człowieka. Zaprasza nas do odkrycia najgłębszej przyczyny odkupieńczej śmierci Jezusa. To świadectwo niezmierzonego cierpienia udokumentowanego na Całunie sprawia, że miłość Tego, który 'tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał' (J 3 16), staje się niemal namacalna i ujawnia swoje zdumiewające wymiary. W obliczu takiego cierpienia człowiek wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem: 'Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej, a zarazem uświadomić sobie, że przyczyną tego cierpienia jest grzech: grzech każdego człowieka'. Mówiąc o miłości i o grzechu Całun zaprasza nas wszystkich do odbicia w naszych sercach wizerunku Bożej miłości i do wyrzucenia z nich straszliwej rzeczywistości grzechu. Kontemplacja tego udręczonego Ciała pomaga współczesnemu człowiekowi uwolnić się od powierzchowności i egoizmu, które bardzo często kształtują je o stosunek do miłości i grzechu. W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo słowa Bożego i wielowiekowego doświadczenia chrześcijańskiego: uwierz w miłość Boga - największy skarb ofiarowany ludzkości, i unikaj grzechu, który jest największym nieszczęściem ludzkich dziejów.


Jan Paweł II
Turyn, 24 maja 1998 r. Fragmenty, skóry i tytuły rozdziałów pochodzą od redakcji.

METODA IZOTOPU WĘGLA C14

13 października 1988 r. ogłoszono rezultaty datowania tkaniny Całunu metodą węgla C14. Zaskakujący wynik, który określił wiek tkaniny na lata 1260 - 1390 wstrząsnął opinią publiczną całego świata.

ŚREDNIOWIECZE?

Przez wiele dziesięcioleci nikt nawet nie myślał o zastosowaniu metody izotopu węgla C14. Należałoby bowiem bezpowrotnie zniszczyć blisko 1/7 tkaniny. Metodę jednak ciągle udoskonalano, aż do momentu, kiedy wystarczył już tylko 1 cm z powierzchni. Gdy tylko otworzyły się możliwości techniczne, arcybiskup Turynu udzielił pozwolenia na zastosowanie metody C14 dla ustalenia wieku Całunu.

Materiał do badań (kawałek płótna o rozmiarach 8,1 cm na 1,6 cm, znajdujący się w pobliżu prawego dolnego rogu tkaniny) pobrany został w kwietniu 1988 r. Pomiary zostały wykonane w tym samym czasie w trzech laboratoriach - w Tukson (USA) w maju, w Zurychu (Szwajcaria) w czerwcu i w Oxfordzie (Anglia) w sierpniu 1988 roku. Wyniki zebrane przez British Museum zostały oficjalnie ogłoszone przez arcybiskupa Turynu kard. Anastasio Ballestrero podczas konferencji prasowej 13 października 1988 roku. Wyniki potwierdzone zostały 14 października 1988 roku podczas drugiej konferencji prasowej z profesorem Tite z British Museum, w obecności kierownika pomiarów laboratorium w Oxfordzie. W lutym 1989 roku w renomowanym czasopiśmie Nature (nr 337, str. 611-615) ukazał się krótki artykuł, zwięźle podsumowujący uzyskane rezultaty.

NA CZYM POLEGA METODA

Określenie proporcjonalnej zawartości węgla radioaktywnego C14 w martwej substancji pochodzenia organicznego pozwala oszacować, ile lat upłynęło od śmierci tego organizmu. W przyrodzie istnieją różne formy węgla. Węgiel nie wykazujący radioaktywności ( C12)jest atomem stabilnym, którego jądro zawiera 6 protonów i 6 neutronów. Węgiel C14 ma takie same własności chemiczne - ale przy tej samej ilości protonów - jądro zbudowane nie z 6 lecz 8 neutronów. Węgiel C14 jest radioaktywny, to znaczy, że jest niestabilny i ma skłonność do przekształcania się w azot, którego jądro składa się z 7 protonów i 7 neutronów. Naukowcy określili w przybliżeniu okres jego połowicznego rozpadu tj. czas w którym liczba atomów C14 obecnych w martwej materii organicznej zmniejsza się o połowę - na 5700 lat. Ta właśnie cecha pozwala na określenie wieku materiału. Tak w zarysie przedstawia się metoda zastosowana do badania tkaniny Całunu. Rośliny, a więc także len, z którego utkano Całun, wchłaniają obecny w atmosferze węgiel (w tym także węgiel C14), dopóki żyją. Proporcja zawartego w nich węgla C12 i C14 jest wówczas podobna do tej, jaka istnieje w atmosferze. Kiedy roślina ginie, ustaje fotosynteza, a więc i przyswajanie atmosferycznego dwutlenku węgla. Od tej chwili skład izotopowy węgla w materiale roślinnym ulega już tylko jednej, stałej przemianie, wynikającej z rozpadu radioaktywnych cząstek C14. O ile ilość C12 utrzymuje się odtąd na stałym poziomie, węgiel C14 ulega stopniowemu rozpadowi i zastępowany jest przez azot. W konsekwencji, im włókna lniane są starsze, tym mniej w nich C14. Obliczając liczbę atomów C14 w kawałku lnu i porównując ją z normalną zawartością tego izotopu, można z dużym prawdopodobieństwem ocenić wiek materiału.

CZY NALEŻY KWESTIONOWAC METODĘ C14?

Łatwo zauważyć, że datowanie metodą izotopu C14 polega przede wszystkim na obliczeniu liczby tych atomów, a następnie interpretacji obliczeń. Każde późniejsze zakłócenie w postaci dodatkowej ilości C14 będzie więc oddziaływać jak 'odmłodzenie' materiału i tym samym fałszować wynik datowania. Takie zwiększenie zawartości C14 może być rezultatem różnego rodzaju zanieczyszczeń. Na płótnie Całunu znajdują się złogi potu rąk, które go przez wieki dotykały, pyłków innych roślin, węgla pochodzącego z pożarów itp. Był łatany, cerowany, zanurzony w gorącym oleju, osmolony dymem ze świec ołtarzowych.

Interesujące są wyniki prac rosyjskiego specjalisty w dziedzinie radiodatowania Dymitra Kuzniecowa. Z przeprowadzonych przez niego badań wynika, że metoda węgla C14 w ogóle nie powinna zostać zastosowana w celu ustalenia okresu pochodzenia Całunu. Kuzniecow zbadał próbkę starego materiału symulując warunki, jakie panowały w Sainte Chapelle w Chambery podczas pożaru w 1532 r. Materiał ten ogrzewano do 300 stopni Celsjusza w atmosferze tlenku i dwutlenku węgla ze śladową ilością jonów srebra w środowisku wodnym, co w wyniku karboksylacji celulozy 'odmłodziło' próbkę o trzynaście wieków.

I wreszcie, nie można z góry odrzucić hipotezy o powstaniu w tkaninie znacznej liczby atomów C14 pod wpływem bombardowania jej przez neutrony.

WYZWANIE DLA NAUKI

Całun jest jednym z najbardziej zagadkowych przedmiotów na świecie: im dalej posuwają się badania, tym trudniej pojąć jego tajemnicę!

Oczywista sprzeczność pomiędzy wynikami datowania węglem C14 a całością aktualnych informacji o Całunie jest wyzwaniem dla nauki trzeciego tysiąclecia...

BOMBARDOWANIE NEUTRONAMI

Pod wpływem promieniowania cząstek jądrowych, takich jak neutrony, jądra niektórych pierwiastków mogą ulec transmutacji. Przykładowo - pod wpływem bombardowania neutronami - węgiel C13 lub azot N14 mogą przekształcić się w radioaktywny węgiel C14. Wzbogacona w ten sposób - zawierająca więcej węgla C'' - tkanina wyglądałaby na młodszą niż w rzeczywistości. Pojawiają się w związku z tym dwa pytania: jakie jest prawdopodobieństwo rozważanej reakcji oraz jaki strumień energii byłby konieczny, aby otrzymać 'odmłodzenie' rzędu 1300 lat. Problem tego, skąd miałyby pochodzić te neutrony czy też inne cząsteczki umożliwiające taką transmutację - po zostaje otwarty. Podobnie jak pochodzenie protonów, które miałyby stworzyć wizerunek odbity na Całunie.


PROWADŹCIE SWOJE BADANIA W CAŁKOWITEJ WOLNOŚCI

Jan Paweł II

Całun jest wyzwaniem dla rozumu. Od każdego człowieka, a zwłaszcza od badacza wymaga wysiłku, który pozwoli mu przyjąć z pokorą głębokie przesłanie, przemawiające do jego umysłu i dotykające jego życia.
Tajemniczy urok Całunu każe nam pytać o związek między świętym Płótnem a historycznymi wydarzeniami z życia Jezusa.
Ponieważ nie chodzi tu o przedmiot wiary, Kościół nie posiada szczególnej kompetencji, aby wypowiadać się w tych sprawach.
Naukowcom powierza się zadanie kontynuowania badań, które pozwolą sformułować odpowiedzi na pytania związane z Całunem, w który - zgodnie z tradycją - miało być owinięte ciało naszego Odkupiciela po zdjęciu z krzyża.
Kościół zachęca ludzi nauki, aby do badań tych podchodzili bez uprzedzeń, mogących skłaniać, aby jako pewne podawać wyniki, które takimi nie są. Zaprasza do działania z wewnętrzną wolnością i głębokim poszanowaniem zarówno zasad metodologii naukowej, jak również wrażliwości ludzi wierzących.

Jan Paweł II
Turyn, 24 maja 1998 r.

Nie szukamy dowodów, bo naszej wierze wystarcza Ewangelia

Kard. Giovanni Sadarini, metropolita Turyński
Turyn kwiecień 1998r.


HIPOTEZA FAŁSZERSTWA

W jaki sposób średniowieczny fałszerz czy kopista mógłby dokonać tego, czego nie potrafią powtórzyć współcześni naukowcy? Skąd czerpał by - przed rokiem 1357, datą odnalezienia Całunu - wiadomości z zakresu anatomii, fizjologii i fizyki, potrzebne do stworzenia obrazu?

Stwierdzenie, że płótno pochodzi z okresu średniowiecza - jako konkluzja badań metodą C14 - niczego jeszcze nie wyjaśnia. Wziąwszy pod uwagę wszystkie właściwości wizerunku odbitego na Całunie, należałoby ewentualnego fałszerza uznać za jednego z największych geniuszy ludzkości. Był on w stanie wykonać - i to przed rokiem 1357 - przedmiot, którego naukowcy, dysponujący najnowocześniejszą aparaturą, nie potrafią zrozumieć ani odtworzyć u progu XXI wieku!

Oszust dżentelmen

Rodzi się pytanie: Po co tyle fatygi, skoro przez następnych sześć wieków nikt nie był w stanie docenić jego geniuszu? Nasz 'super Leonardo da Vinci' zgodził się, aby jego talenty mistyfikatorskie zostały docenione dopiero wiele wieków później, wraz z rozwojem medycyny, odkryciem rękopisów z Qumran, wynalezieniem fotografii, zastosowaniem technik komputerowych i użyciem paru innych osiągnięć. Postanowił zlekceważyć oczekiwania sobie współczesnych i wykonał ledwie czytelny negatyw, na którym napisy objaśniające są ukryte, a ślady gwoździ znajdują się w innym miejscu niż jest to widoczne na kościelnych krucyfiksach. Taka bezinteresowność byłaby zaiste godna podziwu.

Hipoteza cudu

Tymczasem zamiast wyobrażać sobie owego domniemanego fałszerza, czyż nie prościej jest zastanowić się nad możliwością cudownego powstania wizerunku? W tradycji Kościoła istnieją takie przykłady, jak choćby obraz Matki Bożej z Guadalupe (Meksyk), odbity w 1531 roku na poncho indianina Juana Diego. Technika tego obrazu niektóre detale ikonograficzne oraz stan zachowania podkładu z jukki do dzisiaj pozostają niewyjaśnione. Skoro hipoteza fałszerstwa wydaje się mało prawdopodobna, czy nie mamy do czynienia z cudem? A wówczas jest bez znaczenia, czy cud miał miejsce wXIII, I czy jakimkolwiek innym wieku.

Gdyby Całun był namalowany w XIV wieku, musiałby zaistnieć błąd w przedstawieniu kierunku wypływu krwi z ran. Dopiero trzy stulecia później poznano mechanizm jej krążenia i sposób na odróżnienie krwi żylnej od tętniczej.
Ks prof. Jerzy Chmiel (podkreślając zasługi polskich hematologów z Poznania i Krakowa)


TRZEBA POWRÓCIĆ DO BADANIA PYŁKÓW

Pyłki obecne na Całunie nie pozwalają ustalić jego wieku. Wskazują jednak, iż znajdował się on niegdyś na terenie Środkowego Wschodu. Wiarygodność tych wyników musi zostać jednak zweryfikowana.

Pyłki przenoszone przez wiatr na znaczne - sięgające tysięcy kilometrów - odległości, przechowują się w dobrym stanie przez setki lat, stąd możliwość identyfikacji roślin, z których pochodzą. Jeżeli roślina występuje w strefie geograficznej o niewielkim zasięgu czy charakterystycznej florze, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, czy przedmiot - na którym pyłek znaleziono - przebywał w tym rejonie lub przynajmniej miał styczność z osobami, które tam przebywały.

W 1973 i 1978 roku szwajcarski specjalista Max Frei pobrał próbki pyłu obecnego na Cahmie. Chociaż wyników badań nie zdążył opublikować za życia, okazały się one niezwykle frapujące. Obok około 60 gatunków pyłków charakterystycznych dla krajów, gdzie Całun z całą pewnością przebywał, ustalona została długa lista roślin bliskowschodnich, rosnących między innymi w rejonie Morza Martwego i Palestyny, np. Suaeda aegyptica i Tamarix nilotica.

Niestety wyniki Maxa Frei'a nie są wystarczająco precyzyjne i dla ich potwierdzenia konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań. Przede wszystkim niezbędne są informacje dotyczące liczby i miejsca pobrania próbek oraz dokładnej, całkowitej ilości zebranych i przeanalizowanych pyłków, jak również ilość pyłków rozpoznanych.

Ten ostatni punkt jest podstawowy dla uznania spójności wyników oraz uzyskania wyobrażenia o sposobie osadzania się zaobserwowanych pyłków, co pozwoliłoby na przykład wykluczyć zjawisko przeniesienia ich drogą powietrzną.

Wątpliwości budzi ewidentnie niekompletny charakter listy. Brakuje na niej roślin, które z logicznego punktu widzenia, powinny się tam znaleźć. Nieobecność zbóż (poza żytem i ryżem), dębów i drzew oliwnych, oraz stosunkowo słaba specyfikacja roślin strefy umiarkowanej skłania do przypuszczeń, iż badacz eliminował z analizy rośliny pospolite.

Pyłki różnych roślin w powiększeniu


RZYMSKIE MONETY NA OCZACH

W 1978 roku Jackson i Jumper oglądając trójwymiarowy obraz płótna, zauważyli dziwne zgrubienia na powiekach człowieka z Całunu. Zadziwiająco okrągłym kształtem oczu zaintrygowany był również - już znacznie wcześniej - Ian Wilson. Ojciec F.L. Filas - teolog z Loyola University - jako pierwszy rozróżnił w powiększeniu lewego oka kształt podobny do laski augura, motywu charakterystycznego dla monet dilepton lituus (lepton) bitych za czasów Poncjusza Piłata.

Ponieważ wydawało mu się, że dostrzega również litery, zasięgnął rady specjalisty z zakresu numizmatyki żydowskiej. Ten potwierdził istnienie greckiego napisu [TIBEPIO] YCAI. [CAPOC] - Tyberiusz Cezar. Wątpliwości pojawiły się, kiedy odczytany napis okazał się błędny pod względem ortografii. Było YCAI, podczas gdy powinno być YKAI. Problem rozwiązał się sam z chwilą odnalezienia przez archeologów monet, na których występował dokładnie ten sam błąd.

Gdyby odkrycie zostało potwierdzone - na drodze elektronicznego przetwarzania zdjęć Całunu - otrzymalibyśmy nowy argument za datowaniem płótna na I wiek naszej ery. Lepton bity był bowiem w bardzo wąskim przedziale czasu - pomiędzy rokiem 30-32 n.e. Należałoby przeprowadzić również analogiczne badania monety znajdującej się na prawym oku, na której badacze amerykańscy dostrzegli znajdujący się wokół kłosa napis APO. Takie same litery występują na lepton sipulum, datowanych na 29 rok po Chrystusie.


NIE RĘKĄ LUDZKĄ MALOWANY

Naukowcy próbowali odkryć w obszarze twarzy z Całunu ślady pociągnięć pędzla hipotetycznego fałszerza. Stosując metodę analizy gęstości widmowej, uzyskali rezultat świadczący o braku jakichkolwiek linii, z wyjątkiem tych wyznaczających kierunek splotu tkaniny.

Wizerunek na Całunie nie nie został namalowany pędzlem i nie jest dziełem ludzkiej ręki. Analiza chemiczna wykazała również, iż obraz na płótnie jest nie do wywabienia. 'Nadrukowany' około 40 mikronów (0,04 mm) w głąb włókien, nie poddaje się działaniu żadnego z 25 zastosowanych przez naukowców rozpuszczalników.

Obraz przestrzenny

Wizerunek ciała mężczyzny z Całunu Turyńskiego ma wiele zadziwiających cech. Jest idealnie płaski. Nie uległ deformacji i przypomina - zgodny z prawami optyki - rzut równoległy. Powierzchnia wlókien jest zrudziała - tak przynajmniej twierdzi większość naukowców - w wyniku działania wysokiej temperatury, promieniowania podczerwonego lub bombardowania protonami o energii okolo 1 megaelektronowolta (energia protonu przy przejściu przez obszar o różnicy potencjałów miliona woltów). Zadziwiającą właściwość wizerunku odkryła w 1978 roku para amerykańskich naukowców - pracowników NASA - Jakson i Jumper. Odwzorowując w skali pionowej poszczególne poziomy zaczernienia obrazu, naukowcy odtworzyli przestrzenny kształt ciała z Całunu. Obraz zawiera trójwymiarową informację. Uzyskanie takiego efektu z dwuwymiarowego pozornie wizerunku jest zaskakujące i z naukowego punktu widzenia dotąd niewyjaśnione.


ŚWIADECTWA UCZONYCH

Badania nad Całunem Turyńskim skłaniają do refleksji. Są naukowcy, którzy zgodzili się opowiedzieć, jaki wpływ na ich życie miało spotkanie z tym Płótnem

PROFESOR DELAGE

Kiedy 21 kwietnia 1902 c profesor Yves Delage - agnostyk - wygłosił we francuskiej Akademii Nauk prelekcję zatytułowaną 'Wizerunek Chrystusa widoczny na Świętym Całunie Turyńskim', wywołał prawdziwą burzę. Sekretarz Akademii odmówił nawet opublikowania przemówienia w całości. Yves Delage, powszechnie znany i ceniony profesor anatomii porównawczej na Sorbonie, naukowiec o niepodważalnym autorytecie, powiedział wtedy: 'Gdyby chodziło nie o Chrystusa, ale np. Sargona, Achillesa, czy któregoś z faraonów, nikt nie zgłosiłby najmniejszych obiekcji'.

Jeżeli istniejesz...

Zacząłem wątpić już jako nastolatek. Otrzymałem chrześcijańskie wychowanie, brakowało mi jednak wielu odpowiedzi. lak wszechmogący, miłosierny Bóg noże tolerować tyle nędzy? Gdyby istniał, czy mógłby być tak nieczuły? Do głowy przychodziły mi dwie odpowiedzi: albo Bóg nie istnieje, albo życie ludzi jest Mu zupełnie obojętne. Tak stałem się zdeklarowanym ateistą.

Dwadzieścia lat temu, kiedy - na jednej z wysp Cykladów - pracowałem nad doktoratem, spotkałem dziewczynę. Pochodziła z Austrii, z lego samego miasta co ja. Mówiłem jej, że ją kocham, a ona odpowiadała, że przede wszystkim Bóg mnie kocha! Późnej spotkałem jej przyjaciół. Intrygowali mnie ci chrześcijanie. Byli tak różni od ludzi, których znalem. Kiedyś zaprosili mnie na konferencję o Całunie Turyńskim. Poszedłem z ciekawości. To, co usłyszałem, bardzo mnie poruszyło. Nie wyszedłem stamtąd nawrócony, zacząłem sobie jednak zadawać coraz więcej pytań. Po raz pierwszy - od dziesięciu lat - wypowiedziałem słowa, które były czymś w rodzaju modlitwy. Prosiłem Boga, aby mi się objawił, jeśli naprawdę istnieje.

Tyle lat upłynęło, a ja ciągle jestem w drodze. Zresztą, czyż nie jest to rola badacza? Stałem się jednak chrześcijaninem. Bóg szuka nas tam, gdzie się aktualnie znajdujemy, nowel jeśli - jak ja dwadzieścia lat emu - jesteśmy gotowi założyć się, że nigdy nas nie odnajdzie. Tymczasem możemy spotkać Go właśnie tam, gdzie się lego najmniej spodziewamy.

Johann, uniwersytet w Strasburgu

'Prawdziwa wolność' - Prof. Marcel Alonso, chemik

To Całun sprawił, że zrozumiałem, jak słuszne są słowa św. lana: 'Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli!'.

Sądzę, że Całun jest dość niezwykłym sposobem - szczególnie dla naukowca, który nie myśli 'metafizycznie' - na wejście w to, co nazwałbym prawdziwą wolnością, wolnością w Panu.

Jego istnienie zmusza naukę do pokory. Dopiero w obliczu rzeczy naprawdę prostych zdajemy sobie sprawę, jak bardzo drepczemy w miejscu i jak bezowocne są nasze działania. Zastanawia mnie, że Jezus pozostawił po sobie świadectwo historyczne, dające się zmierzyć Ludzką miarą; świadectwo, które skłania do odrzucenia relatywizmu i pychy. Posiadamy bowiem niezwykle dokładnie umiejscowiony w czasie i przestrzeni dowód, który wskazuje, że nic nie jest jednoznaczne. Całun jest znakiem dla naszych czasów - wieku materializmu i negacji Boga.

Św. Tomasz Apostoł nie mógł uwierzyć w Zmartwychwstanie. Dopiero widząc rany Jezusa, uwierzył. To trochę tak, jak gdyby Chrystus - z miłości - także i nam pozostawił, niczym Ewangelię, konkretny i namacalny znak, niepodważalne świadectwo, aby w ten sposób kierować na drogę wiary tych, którzy nie mogą uwierzyć nie widząc.

'Ewangelie są dokładniejsze' - Prof. Éric de Bazelaire, fizyk

Byłem osobą wierzącą, zanim jeszcze zetknąłem się z Całunem. Nie zmienił on w niczym mojej wiary. Jednak - jako naukowiec - jestem bezradny. Im dokładniej poznaję ten wizerunek, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że jest on niemożliwy do ogarnięcia. Mam wrażenie, jakbym się cofał, podczas gdy powinienem iść do przodu. Wykorzystując to, czym dysponuje dzisiaj nauka, można znacznie poprawić jakość obrazu, kontrast czy ekspozycję detali. Stosując technikę inteligentnego obrazu posuniemy się zapewne dużo dalej. A jednak. Całun ciągle kryje w sobie tyle tajemnic. Jesteśmy dopiero na początku drogi. Pytam sam siebie: Jak to możliwe, że Całun przetrwał do naszych czasów? Chyba tylko dlatego, że Jezus tak chciał! Przedtem traktowany jak ikona, dzisiaj stanowi dla naukowców świadectwo istnienia rzeczywistości, która wymyka się ich rozumieniu. Tu nikt nie może pozostać obojętny. Całun ściśle odpowiada tekstom ewangelii. Czytając je, coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tej zbieżności. To wspaniałe! Byłem tym zaskoczony! Uważałem ewangelie za teksty obrazowe, alegoryczne. Tymczasem - zdałem sobie sprawę - są dużo dokładniejsze, niż można by się tego spodziewać!


BÓG ISTNIEJE, JA GO SPOTKAŁEM

Jean Jacques Walter

Czterdzieści lat temu byłem ateistą. Zadawałem sobie pytania, które zazwyczaj zadają ludzie, gdy są młodzi. Czy świat ma jakiś sens? Co zrobić ze swoim życiem? Gdzie szukać odpowiedzi?

Przeczytałem góry książek - wszystkich najważniejszych europejskich filozofów: od starożytnej Grecji do XX wieku, święte księgi hinduskie: Wedy i Npaniszady, Rozprawę o umyśle wierzącym siódmego patriarchy Zen i wiele innych. Jednak dolej czułem się niczym ślepy szczur błądzący w labiryncie. Pamiętam, zdecydowałem się spędzić kilka dni w samotności, żeby zastanowić się nad tym, co ostatnio przeczytałem. Postanowiłem pojechać do klasztoru trapistów. Najbliższy znajdował się w pobliżu belgijskiej granicy. Udałem się tam, zastukałem do bramy i mnichowi, który mi otworzył powiedziałem, że szukam spokojnego miejsca, gdzie mógłbym przemyśleć różne sprawy; że jestem ateistą i wyjadę natychmiast, jeśli tylko ktoś podejmie jakąkolwiek próbę nawracania mnie. Bez komentarza zaprosił mnie do środka, poinformował o godzinach posiłków, zaprowadził do celi i zostawił.

Kilka dni później zapukał do moich drzwi i zapytał, czy moglibyśmy porozmawiać. Nie miałem najmniejszej ochoty, ale mieszkałem u nich już dosyć długo, a mnisi nie chcieli ode mnie pieniędzy, pomyślałem więc, że nie wypada odmówić. Odpowiedziałem: 'Pięć minut'. Wtedy zakonnik zapytał , czy jestem ochrzczony. Powiedziałem, że tak, ale decyzja została podjęta przez moich rodziców, kiedy nie mogłem jeszcze sam decydować; że ten chrzest nie miał żadnego sensu, o moje wychowanie religijne ograniczyło się do - najwyżej - dziesięciu lekcji religii, która wcale mnie nie zainteresowała. Zaproponował, abym następnego dnia przyszedł na Mszę, którą będzie odprawiał i przyjął Komunię. Zupełnie mnie tym zaskoczył. Powiedziałem, że jestem przecież ateistą i jego propozycja wydaje mi się - z jego własnej perspektywy - profanacją. Odpowiedział, że sam zajmie się swoją własną perspektywą, a Eucharystia została ustanowiona dla grzeszników; Nie obecność w klasztorze od tak wielu dni wydaje się potwierdzać szczerość moich zamiarów i że jeśli dojdzie do profanacji, to on weźmie ją na siebie. Po mojej ponownej odmowie zapylał, czy jestem naukowcem. Odpowiedziałem, że tak. Wtedy zadał mi dziwne pytanie: Czy wnioski wyciągam przed czy po zrobieniu doświadczenia? Ponieważ nie byłem w stanie wymyślić żadnego logicznego wykrętu, zgodziłem się. Następnego dnia poszedłem na Mszę, przyjąłem Komunię świętą i wróciłem do siebie.

Dwa dni później, kiedy byłem sam, doznałem w pewnym momencie uczucia czyjejś obecności. Nic szczególnego się nie działo, ale uczucie było niezaprzeczalne. Zacząłem się nad tym zastanawiać i tworzyć różne hipotezy. Wiedziałem jednak, że są fałszywe, bo to Bóg przyszedł do mnie i zapukał do moich drzwi. Broniłem się jeszcze prawie rok. W końcu skapitulowałem. Szukałem prawdy, a to Prawda mnie znalazła. To może się wydać banalne. Znam dziesiątki osób, które przeżyły coś podobnego. Mnich, który ze mną rozmawiał - ojciec Fernand - powiedział później, że doświadczył takiego spotkania w wieku sześciu lat. To odkrycie było tak piękne, że postanowił poświęcić swoje życie służbie Bogu. Jeśli spotkanie Boga jest tak łatwe, to równie łatwo można je przeoczyć. Wystarczy robić to, co ja - jako człowiek 'mądry i sprytny' - robiłem przez cale lata. W swojej arogancji wyobrażałem sobie - jak niegdyś budowniczowie wieży Babel - że można dosięgnąć nieba o własnych siłach. Postępując w ten sposób zmarnowałem na bezowocne poszukiwania wiele lat. Przeczytałem tak wiele książek na próżno. Książki zawierają jedynie argumenty, które mogą radzić przekonanie, ale nie wiarę. Jedynie Duch Święty - kiedy Mu na to pozwoliłem - mógł mi dać wiarę.

Bóg nie jest kapryśnym despotą, mnożącym trudne do spełnienia warunki. Nie wyważa także drzwi naszego serca, ponieważ człowiek przestałby być wolny. Pomimo całej swojej mocy, zdecydował się jedynie pukać do naszych drzwi i prosić o otwarcie. Do niczego nas nie przymusza. Chrystus powiedział: Jestem 'anaw'. W sensie dosłownym to aramejskie słowo oznacza 'ubogi'; ubogi duchem, podobny do dziecka, łagodny i pokornego serca. Jeśli kogoś kochacie - przyjaciela, żonę, swoje dziecko - i ta osoba idzie w waszą stronę, wyciągacie ręce, aby ją powitać. To gest modlitwy. Wyciągnijcie w ten sposób ręce do Chrystusa, a On no pewno odpowie.


Jean Jacques Walter - profesor górnictwa


JAN PAWEŁ II DO NAS O CAŁUNIE

Jan Paweł II

GRÓB NIE JEST KOŃCEM

Całun jest także obrazem bezsilności: bezsilności w obliczu śmierci, w której objawia się ostateczna konsekwencja tajemnicy Wcielenia. Płótno Całunu skłania nas do zmierzenia się z tym najbardziej niepokojącym aspektem Wcielenia: jak dalece Bóg stal się prawdziwym człowiekiem, upodobniając się do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu. Każdy doznaje wstrząsu na myśl, że nawet Syn Boży nie oparł się mocy śmierci, ale wszyscy pocieszają się myślą, że Chrystus tak głęboko wszedł w naszą ludzką kondycję, iż zgodził się nawet poddać tej całkowitej bezsilności, jakiej człowiek doznaje w chwili śmierci. Na tym polega doświadczenie Wielkiej. Soboty - ważnego etapu w drodze Jezusa do chwały, z którego promieniuje światło rozjaśniające cierpienie i śmierć każdego człowieka. Wiara, przypominając nam o zwycięstwie Chrystusa, napełnia nas pewnością, że grób nie jest końcem istnienia. Bóg wzywa nas do zmartwychwstania i do życia nieśmiertelnego.

ABY USŁYSZEĆ GŁOS...

Jest to milczenie tragiczne, które oznacza niemożność porozumienia się i które osiąga w śmierci swoje apogeum. Ale jest to też milczenie płodne, kiedy milczy się, aby w głębi dotrzeć do korzeni prawdy i życia. Całun wyraża nie tylko milczenie śmierci, lecz także odważne i owocne milczenie, które pozwala wyjść poza rzeczywistość przemijającą i doraźną dzięki całkowitemu zanurzeniu się w wiecznej obecności Boga. Całun staje się w ten sposób wzruszającym potwierdzeniem faktu, że miłosierna wszechmoc Boga nie zatrzymuje się przed siłą zła, ale przeciwnie - potrafi obrócić je w dobro. Nasza epoka potrzebuje na nowo odkryć płodność milczenia, aby uwolnić się od zgiełku dźwięków, obrazów i próżnych rozmów, które zbyt często nie pozwalają nam usłyszeć głosu Boga.


Turyn, 24 maja 1998 r., fragmenty homilii, skróty i tytuły rozdziałów pochodzą od redakcji.
Pełny tekst ukazał się w czasopiśmie 'Ruch Biblijny i Liturgiczny' nr 3/1998.


CAŁUN TURYŃSKI - DZIEŁEM SZTUKI?

Ks. dr Micha Janocha

Dobrze pamiętamy Sanderusa - handlarza świętymi relikwiami z kart 'Krzyżaków', który oferował pióro archanioła Gabriela czy kopytko osiołka Świętej Rodziny. Wymyślone przez Sienkiewicza 'relikwie' nie były w średniowieczu czymś nieprawdopodobnym. Fałszerstwa zdarzały się często.

Acheiropoietoi

W średniowieczu, w licznych kościołach czczone były uchodzące za acheuopotetoi - czyli 'nie uczynione ręką ludzką' - 'chusty św. Weroniki'. Dziś łatwo można wykazać ich rzeczywiste pochodzenie, określić konkretny czas powstania i środowisko artystyczne. Do grupy acheiropoietoi zaliczany był również Całun Turyński.

Niepowtarzalny

Już na podstawie samego wyglądu - bez zagłębiania się w gąszcz literatury, która powstała na jego temat - historyk sztuki może stwierdzić całkowitą odrębność płótna z Turynu od wspomnianych wyżej obiektów. Po pierwsze, sztuka późno antyczna, a zwłaszcza średniowieczna, operowała określonymi schematami ideowo kompozycyjnymi, funkcjonującymi w zbiorowej wyobraźni, określanymi mianem exemplów. Postać widoczna na Cahţnie Turyńskim całkowicie odbiega od tych schematów. Sztuka - szczególnie średniowieczna, sprzed XV wieku - nie ukazywała świata widzialnego ani ludzkiego ciała realistycznie, ale poddawała go symbolicznej stylizacji. Tymczasem przedstawienie postaci na Cahanie całkowicie odbiega od ówczesnego języka artystycznego i wiedzy anatomicznej. Po drugie, charakter wizerunku - na ten temat mamy już dużą wiedzę dzięki szczegółowym badaniom laboratoryjnym - nie ma nic wspólnego z techniką artystyczną, a sam 'negatywowy' odcisk ludzkiego ciała nie mógł być namalowany - zakładając nawet użycie ludzkiej krwi jako farby - przez największego choćby geniusza. Dzieła artystyczne wszystkich największych twórców, jakkolwiek przekraczają epokę, w której powstały, nigdy nie mogą uwolnić się od niej do końca. Twierdzenie, że Całun Turyński jest dziełem średniowiecznego geniusza ma tę samą siłę argumentacji, co dowodzenie, że jakaś fotografia pochodzi z XIV wieku, a grafika komputerowa z gotyku.

Średniowiecze?

Tymczasem, sensacyjne wyniki badania płótna metodą izotopu węgla C14 wskazują, że powstało ono w średniowieczu, w latach 1260-1390.

Przeciwko tej hipotezie przemawia kilka argumentów ikonoţaficznych. Plastyczne wyobrażenia męki i śmierci Chrystusa wyrażały rzeczywistość duchową, symboliczną i sakramentalną, często daleką od realiów historycznych, którymi zaczęto interesować się dopiero od czasów renesansu, tj. wraz z rozwojem archeologii biblijnej. I tak na przykład koronę cierniową przedstawiano najczęściej w postaci ciernistego wieńca, zaś gwoździe przebijały środek dłoni. Tak właśnie, z ranami pośrodku dłoni, widzimy Jezusa na niezliczonych przedstawieniach Męża Boleści, Opłakiwania i Złożenia do Grobu, w teofaniach po Zmartwychwstaniu czy w scenach Sądu Ostatecznego. W tym właśnie miejscu, pośrodku dłoni - zgodnie ze swoją wiarą - otrzymali stygmaty święci mistycy (np. Franciszek z Asyżu). Tymczasem Człowiek z Całunu - jak wykazują współczesne badania - miał na głowie rodzaj kasku z cierni. Jego ręce zostały przybite do krzyża w nadgarstkach, czego w średniowieczu nie mogli wiedzieć artyści, teologowie, a nawet stygmatycy.

Ten sam?

Wierzyłbym w Chrystusa również wtedy, gdyby Całunu nie było. Ale skoro jest, a rozum mówi mi, że utrwalony na nim wizerunek jest prawdziwie acheiropoietos - nie ręką ludzką uczyniony - wiara dopowiada, że Człowiek z Całunu, który był 'umęczon, ...ukrzyżowan, umarł i pogrzebion', to Ten sam, który 'trzeciego dnia zmartwychwstał'.


Ks. dr Michał Janocha jest wykładowcą historii sztuki w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Skróty oraz śródtytuły pochodzą od redakcji.


CAŁUN I KOMPUTER

Bogdan Sadowski

jak wygląda Ten, który jak wierzymy, jest naszym Zbawicielem? Czy jest gruby, niski i gładko wygolony?

Chyba każdy z nas żachnie się na taką propozycję. Wszyscy 'wiemy', że Jezus miał ciemne włosy, rozdzielone pośrodku głowy i spadające na ramiona, Jego zarost, choć niezbyt bujny, jest wyraźnie widoczny. Smagła, pociągła twarz z takimi właśnie włosami jest dla nas zupełnie 'normalna', jak twarz ojca, babci czy siostry.

Czy nie jest zastanawiające, że taką właśnie twarz widzimy na Całunie z Turynu?

Jedną z przyczyn wystawienia Całunu w 1998 r była m. in. okrągła 100. rocznica wykonania przez znanego turyńskiego adwokata Secondo Pia pierwszej fotografii Płótna. To on pierwszy zobaczył wyłaniającą się z negatywu postać Człowieka z Całunu. To także on pierwszy zobaczył Twarz tak dobrze znaną każdemu chrześcijaninowi.

Zadziwiające jest to, że do tego odkrycia przyczynił się wynalazek fotografii, która przecież nie zawsze służy dobru i pięknu, Czy nie jest to kolejna tajemnica Opatrzności Bożej? A wykorzystanie komputera przez kolejnego odkrywcę kolejnej tajemnicy Płótna z Turynu. Jakie musiało być zaskoczenie, kiedy w 1976 r. kapitan NASA, amerykański fizyk, dr John Jackson odkrył za pomocą komputera fakt trójwymiarowości wizerunku z Całunu. Takich właściwości nie ma żadne przedstawienie jakiegokolwiek obrazu.

Chciałbym Wam zaproponować przyjrzenie się bardziej narzędziu niż odkryciu. Komputer jest przez wielu odżegnywany od 'czci i wiary'. Niektórzy proponują wynalazki takie jak komputer, telewizor, a może i aparat telefoniczny wyrzucić na śmietnik i nie 'narażać się' na grzech poprzez styczność z 'diabelskim' narzędziem.

A tu niespodzianka - Opatrzność pozwala właśnie poprzez takie wynalazki także pogłębiać wiarę...


Bogdan Sadowski, dziennikarz TVP 1


WARTO PRZECZYTAĆ

  1. Całun Turyński, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1998, seria 7 tomików:
    1. Całun, Ewangelie i życie chrześcijańskie
    2. Całun pod mikroskopem. Analiza medyczno-sądowa
    3. Śladami Całunu. Historia dawna i współczesna
    4. Tajemniczy wizerunek na Całunie. Hipotezy na temat jego powstania
    5. Wizerunek na Całunie. Analiza fotograficzna i informatyczna
    6. Wiek Całunu. Badanie węglem C14 oraz rachunek prawdopodobieństwa
    7. Mirra, aloes, pyłki i inne ślady. Analiza botaniczna Całunu
  2. Moretto G., Całun. Przewodnik, Wyd. Salezjańskie, Warszawa 1998
  3. Petrosillo 0., Marinelli E., Całun Turyński, relikwia czy falsyfikat? Krytyka ostatniego datowania, Wyd. Księży Marianów, Warszawa 1993
  4. Waliszewski Stanisław, Całun Turyński dzisiaj, Wydawnictwo WAM, Kraków 1987,1991,1994
  5. Wilson lan, Całun Turyński (3 różne przekłady w 3 wydawnictwach)
  6. Ziółkowski Zenon, Spór o Całun Turyński. Relikwia Męki Pańskiej w świetle najnowszych badań, Oficyna Wyd. Adam, Warszawa 1993
INTERNET
Oficjalne strony na temat Całunu:
http://sindone.torino.chiesacattolica.it/
- j. włoski
http://calun.koti.com.pl
- j. polski