Siostra Monika Polok

Jej powołanie to duszpasterstwo głuchoniemych. Jak neoprezbiter podziwiałem ją w czasie przygotowania dzieci głuchoniemych do 1. Komunii świętej. A już zupełnym 'szaleństwem' z jej strony, przynajmniej dla mnie było przygotowanie do 1. Komunii i bierzmowania dorosłej, niewidomej i głuchoniemej kobiety.

Czerwone serduszka siostry Moniki

Fragment artykułu z Nowiny.pl 21.06.2016

To był zupełny przypadek – mówi o swojej przygodzie ze światem ciszy siostra Monika Polok, ale wszyscy, którzy znają jej determinację, w przypadek nie wierzą. Od 35 lat jest ostoją dla wielu młodych ludzi, trafiających do ośrodka z całej Polski i o swoich podopiecznych nie zapomina nawet wtedy, gdy stają się dorośli. Życie wśród migających było jej po prostu pisane i nawet, jeśli był to dar losu, to tego daru nie zmarnowała.

Pierwszy kontakt z dzieckiem głuchoniemym siostra Monika miała na plebani kościoła pw. św. Mikołaja. – Przychodziła tam wtedy na religię starsza od nas o rok dziewczynka, która nigdy z nami nie rozmawiała. Zagadywaliśmy do niej nieraz, ale ona nie odpowiadała. Dopiero ks. Szywalski, który był tam wtedy wikarym, wytłumaczył nam, że ona nie słyszy. To był pierwszy sygnał, że ksiądz uczy też dzieci głuchonieme – wspomina siostra. Gdy w 1981 roku, będąc po pierwszych ślubach w klasztorze Annuntiata, spotkała tam ks. Szywalskiego, ten zaproponował, by pomogła mu w przygotowaniu dzieci niesłyszących do I Komunii Świętej, która miała się odbyć na Górze Św. Anny. – Nie znałam języka migowego, ale ksiądz Jan był przekonany, że sobie poradzę. Miałam być przede wszystkim ich opiekunką. Po trzech tygodniach kursu przygotowawczego zaczęłam poznawać pewne gesty i tak dobrze sobie radziłam, że ks. Szywalski zachęcił mnie, bym od września uczyła razem z nim głuchych katechezy – opowiada.(...)