ks. Jan Szywalski

Ks. Jan to ten w koloratce, po prawej. Przyjechał kiedyś do seminarium w ramach wykładów z duszpasterstwa. Tak fajnie opowiadał o swojej pasji, że w czasie wakacji pojechałem wraz z nim na Górę Św. Anny - na przygotowanie dzieci głuchoniemych do 1. Komunii. Przyjechałem na rowerze (z Opola, blisko). Ledwo się przywitałem, ks. Jan mówi:
- dołącz do grupy i ruszaj z dziećmi na basen do Leśnicy
- ja nie umiem migać! :(
to się nauczysz...

I się zaczęło. Na trasie, dzieciak wyskakuje z grupy, auto trąbi, o on nie słyszy... zdążyłem dobiec, uff

Grupka dzieci w basenie. Wracamy do Domu pielgrzyma. Ok, ale jak je zawołać, jak wyciągnąć z basenu, spośród wielu słyszących, tego, który nie słyszy

Dzieciak nabroił. Spróbuj go upomnieć czy ochrzanić. Zamknie oczy i możesz sobie wrzeszczeć migami...

Udało się też zaprosić grupkę niesłyszących chłopaków na obóz ministrancki

Kilka lat sprawowałem też Msze św. dla niesłyszących

Takie były początki. Dzięki księże Janie!. Dzisiaj kontakt z głuchoniemymi mam tylko przypadkowy, ale jaka radość była na kolędzie - gdy zacząłem 'migać', i wszyscy mieszkańcy mogli uczestniczyć w modlitwie

Fragment z artykułu o ks. Janie

Jest ksiądz duszpasterzem głuchoniemych. Trudno mówić o Bogu za pomocą migów?

Trudno. Osoby niesłyszące przyjmują wszystko wzrokiem, oczy zastępują im uszy. Trudno wytworzyć w nich pojęcia nieoglądalne, abstrakcyjne. Religia operuje prawie w całości takim pojęciami. W Raciborzu jest wielka szkoła dla niesłyszych i słabo słyszących o niemal 180 letniej tradycji, oraz silne skupisko, około 100 osób, głuchych dorosłych. Mamy dla nich co tydzień Msze św. w kaplicy Św. Notburgi. Przychodzi ok. 60 osób. Mija dokładnie 50 lat odkąd zostałem duszpasterzem niesłyszących. Do Raciborza trafiłem właśnie przez nich.(...)

więcej...